język/language:     polski polski     english english
 
 

ur. 1965 r. w Warszawie. W latach 1983-1986 studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, po czym wyjechał na studia kulturoznawcze do Tokio. Miał wrócić po roku, tymczasem spędził w Japonii dziesięć lat. W nieogrzanych japońskich mieszkankach zmarzł tak bardzo, że postanowił przenieść się na równik i kolejne pięć lat mieszkał w Singapurze. Pracował jako informatyk, nauczyciel, tłumacz, inżynier dźwięku, projektant graficzny i perkusista. W 2001 roku wrócił do Warszawy, gdzie mieszka z żoną Kit Fui i synem Alexandrem.

więcej

Radio Yokohama
Bezsenność w Tokio Singapur, Czwarta Rano
Bezsenność w Tokio Singapur, Czwarta Rano

więcej

więcej

Zagubieni w Tokio
Zagubieni w Tokio

więcej

2010-08-18

- Nareszcie wakacje! W tym roku jadę do USA, a konkretnie do New Jersey (18-31 sierpnia). Nie wiem, jak tam będzie z internetem, więc z góry przepraszam za opóźnienia w odpisywaniu na maile!

- ZDJĘCIA z koncertu mojego zespołu Special Guest są w Galerii Współczesnej (zakładka 'Za Kulisami'). A oto recenzja pierwszego koncertu (z www.psychozine.eu):

" ...SPECIAL GUEST jak się okazało był jedynym zespołem, który odbiegał stylistycznie od pozostałych. Ich muzyka miała niewiele wspólnego z kamiennym graniem, ale za to nieźle kopała. SPECJAL GUEST to prosty, energetyc zny, old sch oolowy rock’ n roll spod znaku Motorhead czy Orange Goblin. Pierwszy koncert i pierwsze zaskoczenie. Chłopaki z miejsca mnie znokautowali. Muzyka z jajem i wykopem, a do tego doszło całkiem dobre brzmienie, co nie jest regułą przy otwierających gigach. Największą zaletą tego młodego zespołu jest ich wokalista. Co ten koleś nie wyprawia na scenie. Istny wulkan energii, aż trudno oderwać od niego wzrok. Swoim wokalem i zachowaniem wprowadza psychodeliczny klimat. Wracając do muzyki, można by trochę marudzić, że jak na tego typu granie, niektóre z utworów były zagrane trochę za wolno. Ale kto by się tym przejmował, panowie grają zaledwie 4 miesiące, więc jeszcze nie mają dokładnie przygotowanego materiału. O dziwo na scenie wyglądali jakby to był ich setny koncert, a nie dopiero drugi. Najlepszym fragmentem tego gigu był cover „Come Together” wiadomo kogo, zagrany dużo wolniej (chociaż oryginał do demonów prędkości nie należy). Po prostu psychiczna masakra, takich numerów mógłbym słuchać w nieskoń czoność. Kiedy chłopaki zeszli ze sceny, zostawili mnie w przekonaniu że lepszego występu tego wieczoru nie doświadczę. "


2009-10-03

2009.10.03 Dawno już nie było zapisków w biegu. Może dlatego, że od czasu przygody z rakiem tarczycy moje życie jakoś dziwnie spowolniało. Zapiski w marszu? A nawet w pełzie. Ale nie jest źle. Ostatnio poświęciłem dużo czasu na pracę nad skarbem wykopanym w piwnicy mojego brata Pawła - zestaw hi-fi firmy Sanyo, który przywiozłem z pierwszej w życiu wyprawy do Anglii, w roku 1982. Po kilku wieczorach spędzonych z lutownicą w ręku i okiem w oscyloskopie (dzięki dla Roberta za wypożyczenie tegoż) system zaczął grać jak nowy. Taśmy nagrane na pierwszym roku studiów cieszą bardziej niż cała kolekcja płyt CD zebrana od tego czasu :-)

2009.06.29 Wolność!!! Wypuścili mnie wcześniej za dobre zachowanie. Tak naprawdę za dobre to ono nie było, bo jeszcze przed łyknięciem jodu radioaktywnego zbadałem pokrycie mo ...




Zawsze (no, dobra, od 05.03.2005) chciałem napisać książkę o tym, jak i dlaczego ludzie się nie słuchają. I nie rozumieją. O różnicach między nami – głębszych nawet, niż tylko te oczywiste: płciowe czy kulturowe.

Przy okazji pokazać, że te same zjawiska i sytuacje obserwowane przez różne osoby – w tym przypadku mężczyznę i kobietę, dwoje narratorów książki – postrzegane i zapamiętywane są zupełnie inaczej. A nawet szerzej: pokazać istotę innego postrzegania świata przez mężczyznę i kobietę, subtelne, ale realistyczne różnice w ich myśleniu i komunikowaniu się z otoczeniem...

 


 
 
kreacja Marcin Bruczkowski, wszelkie prawa zastrzeżone, 2005-2008